Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfa i Omega. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfa i Omega. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 stycznia 2017

Muzeum Sekretów Jaspera cz.II Uratowana- Alfa i Omega

 Szłam wolno pomiędzy regałami. Ręką przesuwałam po rzędzie książek i luźno wetkniętych tam kartek. 
 Pomieszczenie było wielkości domu w strefie Omega, a półki sięgały niemal sufitu.
-To całkiem dużo informacji- stwierdziłam ostrożnie.
-Nie wszystkie dotyczą Ciebie- uśmiechnął się.- Ale większość tak. 
 Zapadła chwilowa cisza. Rozejrzałam się dookoła. 
- To książki historyczne, pamiętniki, zeznania i moje własne obserwacje.
 Zaprowadził mnie do ostatniego regału. Tam przeważała ilość różnej wielkości kartek. Część z nich powyrywana była z notesów.
- To- kiwnął ręką.- twoja ściana.
 Prawie otworzyłam buzię ze zdziwienia. Prawie, bo bardzo dobrze ukrywam emocje. 
- Zaskoczona?
 Kiwnęłam głową z półuśmiechem na twarzy.
-Czego szukam?
-Tego, co ci udowodni, że możesz mi zaufać- odparł i zaczął mi się przyglądać.
 Prychnęłam i zaczęłam przeglądać.
 Zerknęłam na tytuły paru z książek, a potem przejrzałam teczki z zeznaniami. Znalazłam sporo informacji o większości moich zleceń. 
 Natknęłam się na kartkę z podpisem: Upadek Korony. 
 Przełknęłam ślinę z niemałym trudem. Sprawa z moim ojczulkiem. Skąd on to wytrzasnął?!
 Zanim uporałam się z tym, jak wiele chłopak o mnie wie i potwierdziłam moje przypuszczenia co do tożsamości zleceniodawcy, minęło sporo czasu. Upłynęło kolejne dobre półtora godziny zanim wreszcie znalazłam to czego, jak sądzę, szukałam. 
-Czy to o to ci chodziło?- spytałam lekko znudzona przeglądaniem papierów. Pomachałam mu przed nosem książką o tytule Katastrofalne decyzje książąt. Na stronie 217 znajdował się obszerny artykuł o tym jak to młody książę Jasper przyczynił się do nieuchwycenia seryjnej płatnej morderczyni o pseudonimie Korona, mnie.
 Rzucił okiem na trzymaną przeze mnie książkę. Było w niej kilka takich zapisków.
-Więc uratowałeś mój tyłek te parę razy. Już ci ufam!- moja sarkastyczna uwaga nie przypadła mu zbytnio do gustu.
 Obserwowałam zmiany zachodzące na jego twarzy. Chyba go nieźle zdenerwowałam. 
-Słuchaj, możesz sobie nie wierzyć, że zrobiłem to specjalnie. Możesz sobie myśleć co chcesz, ale do cholery! Myślałem, ze ta paląca niesprawiedliwość kuje w oczy przede wszystkim ciebie, Koronę- Sprawiedliwą Zabójczynię. Jako jedna z niewielu znasz standardy życia z obydwóch skrajnych stref. Więc może odstaw tą swoją paranoję na bok i zacznij myśleć o tych, czyje życie możesz zmienić, a nie odebrać! 
 Uśmiechnęłam się.
-Mówi się Tę paranoję- stwierdziłam krótko.- I kto jak kto, ale nie jestem chora psychicznie- posłałam mu pokrzepiający uśmiech i już chciałam się skierować do wyjścia.
-Wszyscy tak mówią- odezwał się. Odwróciłam się na pięcie. Uśmiechał się chytrze. Chciał być sprytniejszy. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej sztucznie i wyszłam.
-I już wybrałam- rzuciłam na odchodne. 
 Dogonił mnie na dworze.
-Jedziesz już?- spytał.
-Głupie pytanie. Chcę zdążyć na kolację nie zamęczając przy tym konia.
 Parsknął śmiechem i pomógł mi dosiąść zwierzęcia.
 Gdy wróciliśmy do pałacu, cały czas śmiejąc się z coraz to głupszych żartów, które w żadnym razie nie przystoją księżniczkom, czy książętom, dochodziła pora kolacji. Zostałam odprowadzona pod same drzwi pokoju, gdzie już czekała na mnie Ala. Zastanawiałam się, czy ona nie ma nic lepszego do roboty, ale potem przypomniałam sobie, że przecież jest moją dwórką, czy jak tam, więc bycie w pobliżu mnie i pomaganie to jej jedyne zadanie.
 Dziewczyna włożyła mi do ręki mój test i odeszła w kierunku przyszykowanej wcześniej sukni, która leżąc na łożu wyglądała jak zwitek nieobrobionego materiału. 
 Obrzuciłam moją pracę krótkim spojrzeniem. Wybitnie. Czego innego miałabym się spodziewać?
 Potem Ala zaczęła całe przedstawienie z ubieraniem mnie. Okazało się, że sukienka składa się z trzech części. Ciemnoczerwona obcisła spódnica z wysokim stanem wykonana była z miękkiego materiału i sięgała mi do kolan. W tym samym kolorze był nowoczesny top odsłaniający ramiona, lecz z długim rękawem, który przez swoją niewielką długość zostawiał pas nagiej skóry pod piersiami. Na to Ala pomogła mi założyć czerwoną, półprzezroczystą sukienkę stworzoną zdaje się z paru oddzielnych pasm materiału schodzących się przy szyi. całość prezentowała się cudownie z upiętymi wysoko włosami, w które wetknęła srebrną tiarę i przepięknym makijażem obfitującym w czerwień i czerń. 
 Spodziewałam się, że po tym, jak spędziłam tyle czasu w towarzystwie księcia, na kolację udam się w swoim własnym towarzystwie. Ale życie jest od tego, zęby nas zaskakiwać!
 Nim zdążyłam nacisnąć klamkę rozległo się pukanie. Za drzwiami stał Denis. Przez chwilę patrzał się na mnie z otwartymi ustami. Potem odchrząknął.
-Kurczę, że też mu obiecywałem, że cię zostawię w spokoju- roześmiałam się serdecznie.- Braciszek ma pogadankę z matulą, więc dzisiaj ja dotrzymam ci towarzystwa.
-Lucia...
-Lucia nie ma nic przeciwko- uciął on i podał mi ramię.
 I znów zebrałam 14 zawistnie zazdrosnych spojrzeń. Niektóre byłyby pewnie skuteczniejsze w zabijaniu niż ja sama.
 Rytuał przed jedzeniem z wcześniejszych dni został powtórzony i zaczęła się kolacja właściwa. Potem królowa jak zwykle zajęła głos.
-Mam nadzieję, że każda z Was miło spędziła ten dzień i jest zadowolona ze swojej guwernantki. Test panny Blaise wypadł bardzo pomyślnie, więc nie ma potrzeby, by powtarzała ona swoją wiedzę. Życzę wszystkim miłej nocy.
 A potem wstała i wyszła w towarzystwie naszego milczenia. 
 Gdy tylko zniknęła za drzwiami Melisa zerwała się z miejsca i podeszła do mnie.
- Pogadamy u ciebie, po północy- szepnęła mi do ucha, a potem obydwie roześmiałyśmy się w głos, jakbyśmy właśnie podzieliły się ze sobą jakąś niepoprawną plotką.
 I kolejna noc, której w całości nie prześpię.

wtorek, 12 lipca 2016

Muzeum sekretów Jaspera Cz.I

 Zaprowadził mnie do stajni. Serio?
-Chowasz dowody w stogach siana?- szepnęłam prosto do jego ucha. Zaśmiał się.
-Na pewno nie ukryłem ich w pałacu- odparł.- Musimy się wybrać na małą przejażdżkę- dodał.
-Nie szkodzi, uwielbiam konie.
-Wiem- skwitował jedynie i zaprowadził mnie pod boks karego ogiera. 
-Widzę,że na prawdę sporo o mnie wiesz- mruknęłam. Fryzy były moimi ulubionymi końmi od zarania dziejów. Czyli długo.
 Chłopak uśmiechnął się tylko pod nosem.
 Osprzęt znalazłam naprzeciw boksu. Osiodłałam i okiełznałam konia szybszymi i bardziej wyćwiczonymi ruchami niż książę. Wyprowadziłam konia na zewnątrz, przed stajnię i wskoczyłam na niego. Chwilę później i Jasper wyszedł na dwór. Siedział już na swej siwej klaczy.
 Chłopak ruszył galopem w momencie gdy zobaczył na drugim końcu ogrodu królową i księcia Henrego. Pognałam za nim.
 Gdy znaleźliśmy się za bramą, przez którą przelecieliśmy jak strzała, w gęstym lesie, Jasper zwolnił trochę.
-Słuchaj- zrównał się ze mną i pozwolił klaczy iść na wolnej wodzy.- Powiedziałaś, że potrzebujesz dowodu, by nam zaufać, więc ci go pokażę, ale jest jeszcze coś. Kłamstwa.
 Zmierzyłam go wzrokiem.
-Jeśli chcesz się z czegoś zwierzyć, to zapraszam- powiedziałam ironicznie.
-Wiem o tobie dużo więcej iż myślisz. Wiele więcej niż komukolwiek powiedziałem. Zbierałem informację od czasu misji Warszawa.
-Więc pewnie sporo ich masz- podsumowałam siląc się na znudzony ton.
-Chcesz wiedzieć?- spytał przypatrując mi się uważnie.
-Czemu nie- stwierdziłam.- Choć raczej mnie nie zaskoczysz.
Zaśmiał się.
-Zaskakuje mnie twoje znudzenie całą sytuacją. Nie boisz się, mimo że wiem, że jesteś morderczynią?- wzruszyłam ramionami.- Własnego ojca?
 Tym razem spojrzałam mu prosto w oczy. Muszę przyznać, że lekko się spięłam.
-Ile osób musiałeś zabić za tą informację?- wysiliłam się na żart.
-Wystarczyło pogrzebać w pamiętnikach matki- oznajmił spokojnie.- Wyjawię ci pewną tajemnicę- dodał już poważniejszym tonem.- Wiem, kto był zleceniodawcą.
 Zapadła śmiertelna cisza. Przełknęłam ślinę. W sumie, to od miesięcy podejrzewałam, kto za tym wszystkim stał.
-Jak to możliwe, że choć mieszkałam na zamku, nigdy wcześniej cię nie widziałam?- spytałam wymijająco.
-Kiepsko zmieniasz temat. A mały książę od zawsze ma ogrom obowiązków- odparł.- Możliwe, że minęliśmy się parę razy, ale muszę przyznać, ze wyprzystojniałem, przez te parę lat- oznajmił dumnie.
-Zabawne- stwierdziłam oschle.- Jakąś jeszcze tajemnicą chciałbyś się podzielić?
-Mam wrażenie, że to raczej ty powinnaś się teraz otworzyć.
-Chcesz wiedzieć ile dokładnie osób zabiłam, czy ile biorę za zlecenie?- spytałam sarkastycznie.- Bo oprócz tego nie mam żadnych tajemnic. Przynajmniej przed tobą, bo jak już oboje zauważyliśmy, wiesz o mnie o wiele za dużo- zrobiłam krótką pauzę.- Wiesz, że będę cię musiała za to zlikwidować?
 Parsknął śmiechem.
-Mogłabyś próbować- oznajmił.- Szczególnie w tej kiecce.
 Tym razem to ja się zaśmiałam.
 Nim się obejrzałam dojechaliśmy do wysokiego żywopłotu. Jasper zeskoczył z konia, więc zrobiłam to samo. Zwierzęta zaczęły się paść. Chłopak ruszył wzdłuż zielonego ogrodzenia z ręką przy liściach. Szukał wejścia?
 I chwilę potem je znalazł. Uchylił drewniane drzwi, złapał mnie za rękę i wprowadził do środka. Po schodach zeszliśmy do wielkiego bunkru pełnego regałów. W zasadzie wyglądało to jak stare muzeum. Jasper pociągnął za sznureczek i rozbłysło światło.
-To jest twój dowód?- spytałam lekko sceptycznie.
-To są moje sekrety. Nikt nie wie, że się tu znajdują. Jest wśród nich i dowód. myślę, ze sama go znajdziesz- stwierdził i przysiadł na schodach, a mnie nie zostało nic innego jak się tam rozejrzeć.

Sorki za tak długą przerwę. Naszła mnie wena, więc piszę! Mam nadzieję, że się podoba!

sobota, 5 marca 2016

Test

 Obudziło mnie światło  padające na moją twarz. Podniosłam się lekko i rozejrzałam po pokoju. Ala kręciła się koło szafy. Zasłony były rozsunięte i słońce swobodnie przedostawało się do pokoju. Jęknęłam niezbyt jeszcze wyspana i roztarłam kark jedną ręką. Drugą odrzuciłam kołdrę. Wstałam i podeszłam do okna.
-Zaraz śniadanie, pani- odezwał się ktoś. Wtedy zauważyłam drugą z przysługujących mi pokojówek wychodzącą z łazienki.- Za dwadzieścia minut.
 No rzeczywiście wielkie mi zaraz. 
 Wyminęłam ją bez słowa w drzwiach do łazienki. Wzięłam krótki orzeźwiający prysznic i wróciłam do pokoju. Ala złapała mnie za rękę i podprowadziła do szafy. Pokazała kilka sukienek i kazała wybierać. Nie zastanawiałam się długo i wskazałam długą, zieloną sukienkę. Ta z kwiecistym motywem na trenie poszła niestety w odstawkę.
 Szybko się przebrałam i pozwoliłam Ali zatroszczyć się o mój makijaż. Na tej dziewczynie nie da się zawieść. Zielone cienie ładnie rozświetliły mi oczy, a czerwona pomadka świetnie współgrała z klejnotami, którymi wysadzana była sukienka.
 Moje włosy zostały ekspresowo wyprostowane i spięte z tyłu na jedną stronę.
 Nowa pokojówka wyciągnęła z szafy płaskie, zielone baleriny.
 Tym razem wiedziałam, że żaden książę nie zapuka do moich drzwi. Zdziwiłam się natomiast, gdy w wejściu stanęła księżniczka Melisa. Zieleń jej sukienki była podobna do mojej i zdecydowanie podkreślała barwę jej oczu.
-Już ubrana?- dziewczyna wydawała się zdziwiona.- Świetnie. Myślałam, że przez pomysły mojego brata będzie was trzeba usprawiedliwiać, ale jak widać...- zamachała chaotycznie rękami- Jak widać, nie.
 Nawet nie skomentowałam jej słów. Uśmiechnęłam się jednak nieznacznie.
-Wciąż nam nie ufasz, co?- spytała lekko zasmucona. Wzruszyłam ramionami.
-Sama wiesz, jak jest, nie da się wierzyć we wszystko, nawet jeśli to słowa księcia.
 Zaśmiała się.
-Choć, jeszcze zdążymy przed moją matką- powiedziała, złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
Szczerze mówiąc jeszcze nigdy nie widziałam księżniczki biegającej w szpilkach z taką prędkością. Do tego naprawdę trzeba mieć talent. Nie próbujcie tego w domu.
-Jeśli jeszcze raz wejdę do sali w waszym towarzystwie, to pozostałe kandydatki zjedzą mnie żywcem- oznajmiłam Melisie, gdy zatrzymałyśmy się przed drzwiami.
-Masz rację- odparła ona.- Życzę powodzenia na teście.
-Jakim teście?-zapytałam.- Jasper też o nim wspominał.
-Nie wiesz? Najprawdopodobniej nie będziesz chodziła na normalne lekcje, jak inne dziewczęta, oficjalna wersja jest taka, że nie ma potrzeby przerabiać z tobą tego, co już i tak wiesz, ale ja wiem, że chodzi o odizolowanie cię od innych- uśmiechnęła się pokrzepiająco.- Tak, czy siak, leć już, będę trzymać kciuki!
 Otworzyła mi drzwi i wepchnęła do sali. Spokojnym krokiem podeszłam do swojego miejsca, obok Joaśki, która już siedziała równo przy stole. Nigdzie nie widziałam Dragony. Miejsca trzech dziewczyn, które już wczoraj się z nami pożegnały też świeciły pustką. Asia była jakoś dziwnie milcząca.
 Po chwili drzwi się otworzyły i królowa z całą swoją godnością, która ledwo zmieściła się w drzwiach weszła do sali. W krok za nią podążał król. Za nimi Jasper, ze swoją siostrzyczką pod rękę. Na końcu szli Denis i Lucia. Henrego i Dragony nadal nie było. Zdziwiło mnie to, choć nie tak bardzo by zaprzątać sobie tym głowę przed śniadaniem. Wszystkie wstałyśmy.
 Władczyni podeszła do swojego krzesła.
-Zanim zaczniemy, życzę wszystkim miłego i owocnego w szczęście dnia. Widzicie pewnie, że nie jesteśmy dziś przy stole wszyscy razem. Książę Henry i panna Dragona wybrali się na polowanie, które niestety koliduje z naszym śniadaniem- upozorowała zbolałą minę i zasiadła do stołu.- Smacznego.
 Odpowiedziało jej chóralne Smacznego i wniesiono potrawy. Zawsze myślałam, że tego się życzy tuż przed rozpoczęciem posiłku, a nie przed zobaczeniem, co w ogóle będzie można zjeść.
 Zjadłam pośpiesznie trochę jajecznicy na boczku i kromkę chleba z całkiem smacznym serem i czekałam na wiadomości dotyczące lekcji etykiety, kultury, historii i tego wszystkiego, co trzeba było wiedzieć będąc księżniczką.
 Już chwilę później królowa znów zabrała głos.
-Od dnia dzisiejszego każda z was będzie pobierać nauki od guwernantek. Etykieta, kultura, maniery, historia i rachunki, to tylko część potrzebnego wam wykształcenia. Pierwsza z lekcji odbędzie się o godzinie dziesiątej. Zacznie się tutaj, a potem guwernantki wskażą wam dalsze loka. Preferujemy indywidualny tok nauczania, bo wiadomo, że każdy uczy się inaczej. Panna Blaise Kochanowsky jest wyjątkowo zwolniona z udziału w lekcjach. Zapoznała się już ona dawno z całym materiałem. Test pozwoli jej odświeżyć tę wiedzę. Moja ukochana córka, księżniczka Melisa, obiecała zapoznać ją z całą resztą tradycji obowiązujących w naszym pałacu i dokształcić w razie jakichś braków. Oczywiście, gdyby poziom panny Blaise prezentował się wyjątkowo słabo, zostanie ona oddelegowana do normalnych lekcji. Możecie się rozejść kochane.
 Skrzywiłam się na te słowa. Dzięki wielkie za dyskrecję i wiarę w moje umiejętności.
 Do testu zostało paręnaście minut wiec wróciłam do pokoju. Melisa dogoniła mnie w połowie drogi. Nie odzywała się.
-Wiesz, ona nie zawsze taka jest- powiedziała patrząc na mnie poważnie, gdy zatrzymałyśmy się na końcu korytarza. Uniosłam jedną brew, a potem obydwie się roześmiałyśmy.- Czasem naprawdę trudno z nią wytrzymać.
 Weszłyśmy do pokoju. Melisa już w progu oznajmiła, że w takiej sukni na byle test nie pójdę, wiec poszperała w mojej szafie i wyciągnęła zwykłą czarną sukienkę z gorsetem sznurowanym na plecach i trenem do kostek. Sukienka nie miała rękawów, więc na rzuciłam na ręce zielono czarną chustę.
-Na pewno sobie poradzisz. Widziałam te kartki. To tylko trzy strony z pytaniami, na które uczyłam się odpowiadać jeszcze w kołysce- zażartowała, nim pożegnałyśmy się znów przed tymi samymi drzwiami.
 Chwilę później podeszła do mnie guwernantka, która towarzyszyłam mi w podróży.
-Zapraszam- otworzyła drzwi do jadalni.
 Duży stół stał teraz pod ścianą. Kolorowe parawany oddzielały stanowiska pracy. Dostałam test, pióro i kazano mi pisać. melisa miała całkowitą rację. Nie było tam nic trudnego. Historię naszego państwa i jego problemów z sąsiadami znałam od a do z, a etykieta, choć jej stosowanie sprawiało mi trudność, miała specjalne miejsce w moim ośrodku pamięci. Oddałam wypełniony sprawdzian po jakichś dwudziestu minutach, zadałam sobie nawet trud, by pisać czytelną, kaligraficzną czcionką.
 Dostałam pozwolenie na opuszczenie sali zaraz po tym, gdy poinformowano mnie, że wynik dostanę po kolacji. Gdy wychodziłam drzwi same sie przede mną otworzyły i prawie zderzyłam się z Dragoną.
-Przepraszam- mruknęła dziewczyna.
-Jak było?- zapytałam nie zwracając uwagi na jej szept.
-Dobrze, świetnie... Dziękuję- powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. No i fajnie, wyminęłam już w drzwiach i tym razem się z kimś zderzyłam.
-Au- mruknęłam bardziej z zaskoczenia, niż bólu.
-No tak- odezwał się ktoś. Spojrzałam w górę.- Chyba oboje powinniśmy bardziej uważać, księżniczko- ostatnie słowo zabrzmiało niezbyt naturalnie w ustach księcia Henrego. Wyciągnął rękę w geście pomocy.
 Zignorowałam jego szczere chęci i wstałam o własnych siłach.
-Zadziwiająco arogancka jak na księżniczkę- stwierdził chłopak przypatrując mi się.
-Spójrz w lustro- mruknął ktoś za moimi plecami. Chwilę później Jasper objął mnie ręką w tali. Jego brat zarejestrował ten gest w dość dwuznaczny sposób.
 Przez minutę wszyscy troje w milczeniu mierzyliśmy się wzrokiem.
-Nie zapomnij przekazać matce- odparł w końcu Jasper i odszedł ciągnąc mnie za sobą.
-Gdzie...
-Niespodzianka- uciął on. Ton jego głosu był dość oschły i zimny, bym zaniechała sarkastycznych uwag.



Więcej chyba na razie nie będzie, bo mam poważne problemy z internetem! Zapowiada się na prawdę ostra rozmowa o dostęp! :D Tak, czy siak życzę miłej przerwy w czytaniu moich wypocin, zajmijcie się może jakąś lepszą lekturą! :D Bonda, Jo Nesbo, Charlotte Link, serdecznie polecam!

środa, 2 marca 2016

Północ na balkonie

 Cierpliwie czekałam do wyznaczonej godziny. W tym czasie Ala zdążyła mnie odwiedzić i zebrać miary na jakieś kolejne stroje. Oczywiście stwierdziłam, że na pewno ich nie potrzebuję, a ona ma lepsze rzeczy do roboty, ale jak to ona, nie chciała słuchać. Pozwoliłam jej więc robić swoje.
 Około dwudziestej drugiej do mojego pokoju wślizgnęła się Aśka. Od razu zapytała skąd mam większą od niej wiedzę na temat eliminacji. Nie owijałam w bawełnę.
-Pamiętasz, jak ci mówiłam, że pochodzę ze Stolicy, z Alfy?- przytaknęła, więc kontynuowałam utrzymując cichy ton głosu, by nikt nie mógł nas podsłuchać.- I co wtedy myślałaś? Pewnie, że byłam jakąś zwyczajną damulką kręcącą się po pałacu jak wiele innych, prawda? Otóż nie. Byłam kimś więcej, byłam córką króla- sama wyczułam lekką zmianę w swoim głosie.
-Tego, który dziś siedzi na tronie?- spytała ona z wyrazem zaskoczenia wypisanym na twarzy czarnym markerem.
-Nie, głuptasie- zaprzeczyłam z uśmiechem.- Tego, którego zamordowano przed moją ekstradycją.
-Nie rozumiem- powiedziała ona.- Zabili ci ojca, a królowa kazała ci się wynosić?
-Och, ona do dziś nie wie, że byłam jego córką. To tajemnica. Jego, mojej matki, ojca i moja. Nawet moi bracia o tym nie wiedzą.
-Czuję się wyróżniona, ale nadal nie wiem, dlaczego cię wywalili?
-Bo to ja go zabiłam.
Minuty ciszy dłużyły się i dłużyły. Aśka patrzała na mnie wielkimi oczami. Przygryzała wargę rozstrzygając, czy mi wierzyć, czy nie.
-Własnego ojca?- wykrztusiła w końcu.
-Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam- skwitowałam. 
-Jak możesz mówić o tym z takim spokojem?- podniosła lekko ton. Uciszyłam ją wzrokiem.
-Zasłużył na to. Dobrze o tym wiesz. Wszystkie Omegi wiedzą o tym najlepiej.
-O czym ty gadasz?
-To on w czasie zamieszek podsunął swojemu ojcu ostatnią deskę ratunku- Strefy.
Nie odezwała się ani słowem.
-Kto jeszcze o tym wie, że go... zlikwidowałaś?
 Wzruszyłam ramionami.
-Nikt żywy w zasadzie, oprócz zleceniodaw...czyni.
-Zleceniodawczyni?
-Kto to taki.
 Wzruszyłam ramionami, choć dobrze wiedziałam.
-Nie ujawnił swojej postaci- mruknęłam tylko.- Chyba powinnaś już iść- dodałam patrząc wymownie na zegar.
 Także zerknęła. potem przeniosła na mnie swoje smutne spojrzenie. Wiedziałam, że nigdy nie zapomni, ale też nigdy nikomu nie powie.
-Tak, masz rację- oznajmiła i wstała z łóżka, na którym obie siedziałyśmy. Odprowadziłam ją wzrokiem. Zamknęła cicho drzwi.
 Była dwudziesta trzecia czterdzieści pięć.
 Piętnaście minut. 
 Piętnaście bardzo długich minut.
 Sięgnęłam po serce leżące na szafce nocnej. Większość dziewczyn pewnie leżało teraz na wznak na łóżku i nie mogło przestać się stresować pierwszą nocą. Ale nie ja.
 23:50
 Zeszłam z łóżka i z sercem w ręku podeszłam do drzwi balkonowych. Rozchyliłam zasłony i pozwoliłam księżycowi oświetlić wnętrze pokoju. Żadna inna dziewczyna nie miała balkonu wychodzącego na tę stronę pałacu.Usytuowanie dwóch wieży po obu jego stronach sprawiało, że był osłonięty przed wzrokiem niechcianych i nieupoważnionych osób. 
 Nie potrafiłam zliczyć, ile tajnych narad się tutaj odbyło.
 00:00
 Otworzyłam drzwi i bezszelestnie wydostałam się na balkon. Chłodne powietrze orzeźwiło mnie. Wiatr wtargnął do pokoju i zasłony zaczęły z nim tańczyć. Rozejrzałam się dookoła. Pałacowe ogrody ułożyły się już do snu. Sekunda, za sekundą czas płynął nieubłaganie, a ja wypatrywałam jakiegoś znaku. Czegoś, co mi powie, że to serce miało należeć do mnie od samego początku.
 Po paru kolejnych minutach odwróciłam się z powrotem w stronę mojego pokoju. W drzwiach stał książę Jasper.
-Zapomniałaś, by pilnować tyłów- uśmiechnął się.
-Czyżby? A kto powiedział, że nie zastawiłam na ciebie żadnej pułapki?- spytałam z przekąsem.
-Cóż, nadal tu stoję i nie czuję się ani trochę skrępowany.
-Człowiek nie potrzebuje więzów, by być zniewolonym- uśmiechnęłam się sarkastycznie.
-W sumie racja- podszedł do mnie i złapał za ręce. Zdziwiłam się, że nawet w pierwszym odruchu nie próbowałam ich wyrywać.
 Ale jego uścisk był lekki i nie dawał powodu do obaw. Czułam się trochę, jakby ojciec złapał mnie za rękę podczas drogi do szkoły. Wyswobodziłam jedną dłoń i odwróciłam się w stronę księżyca. Bezgłośnie pokonał dzielące nas trzy kroki i poczułam, jak puszcza mą rękę i obejmuje mnie w tali.
-Twoja obecność dziwnie na mnie działa- wyszeptał tuż koło mojego ucha. Nawet nie wspomniałam o tym, jak mnie zmieniła jego obecność. Jego usta musnęły moją szyję i prawie rozpłynęłam się w uczuciu, którego nigdy wcześniej nie czułam.
-Właśnie po to zaprosiłeś mnie na balkon o tak nieziemskiej godzinie?- wymruczałam z zamkniętymi oczami. Natychmiast odsunął się. Odwróciłam się w jego stronę zirytowana.
-Musisz się zdecydować- oznajmił sucho.- Najlepiej już. Za jakieś dwa dni będę musiał wyrzucić któreś z wybranych, a wtedy one będą musiały ukryć się w pałacu. Do tego czasu musimy zdążyć przygotować pierwszą akcję. To bardzo mało czasu i bez ciebie nie dam rady- wyrzucił na jednym tchu ściskając znów moje ręce.
-W porządku Jasper. Tylko...
-Wiem.
-Wiesz?
-Potrzebujesz dowodu, żeby móc mi ufać.
-Przeczytałam dużo książek, wiesz? W żadnej takie sytuacje nie kończyły się fajnie. Nie chcę przekonywać się na własnej skórze- zabrałam dłonie i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jutro po teście. Znajdę cię- powiedział on tylko i dosłownie wybiegł z pokoju. Zrobił to jednak bezszelestnie i bezgłośnie, nawet nie zdążyłam się pożegnać. 
 Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi i położyłam się do łóżka.
 Potem znów wstałam, bo zorientowałam się, że wypadałoby się przebrać w pidżamę.
 Zasnęłam przed pierwszą wciąż myśląc o tych wydarzeniach.

wtorek, 1 marca 2016

Kolorowe serca.

Wcale nie specjalnie przebiegłam wzrokiem po twarzach wszystkich kandydatek. Ich reakcje były różne, ale sprowadzone do mniej więcej tego samego. Ukłucia zazdrości. No, może oprócz Joanny, bo ta tylko mrugnęła do mnie z przesłaniem, które pozwolę sobie zachować. 
-Czy mi się wydaje, czy ona pomyślała o czymś nieetycznym?- spytał mnie w tym czasie Jasper. Czemu on od razu tak dobrze zrozumiał nasze sygnały?
-Kto to wie- odparłam bez szczególnego zastanowienia. Wzruszył ramionami. Zostawił temat. Dobrze.
 Podprowadził mnie do wolnego krzesła obok Aśki i zajął swoje miejsce.
 Obok usiadła Dragona, a gdy książę Henry jako ostatni zajął miejsce do pomieszczenia wniesiono potrawy.
-Patrzy na ciebie- szepnęła do mnie Asia, gdy przełykałam ostatni kęs bułki z czymś, co widziałam pierwszy raz w nowym życiu i wiedziałam tylko tyle, że dobrze smakowało.
-Kto?- spytałam zasłaniając usta serwetką. Zostawiłam na niej ślady szminki, a potem odłożyłam na talerz.
-Królowa- odparła ona. Skrzywiłam się.- Chyba nie podoba się jej, że jej syn kręci się koło ciebie- zauważyła sucho.
-A tobie się podoba?- spytałam. Spojrzała na mnie krytycznie.
-Wiesz, że najstarszy nigdy nie wydawał mi się interesujący- przypomniała mi. 
-No tak, prawie zapomniałam jaką miałaś obsesję na punkcie pana H. gdy jeszcze ledwo się znałyśmy- powstrzymałam szyderczy śmiech. Moje zachowanie zwróciło uwagę Jaspera, który posłał mi ciepły uśmiech.
-Zabawne, wiesz?- odparła.- Lepiej powiedz, czy się już zdecydowałaś.
 Zszokowana zesztywniałam na chwilę. Potem, by nie skupiać na sobie spojrzeń na powrót się rozluźniłam.
-Zdecydowałam na co?- spytałam powoli i ostrożnie.
 Nie odpowiedziała, tylko podała mi karteczkę.
 "Nie powiedział Ci o innych?"
-Naturalnie, że nie- odparłam.- Wiesz, co to są kwestie bezpieczeństwa?- spytałam, a potem rozmazałam ołówek po kartce.
-Oj weź, mi też nie mówił, ale od razu wiedziałam, że też jesteś w to zamieszana. Ale znając ciebie, będziesz się wahać do ostatniej chwili...
 Obrzuciłam spojrzeniem resztę talerzy. Kolacja za chwilę dobiegnie końca.
-Porozmawiamy o tym później. Za chwilę kilka dziewczyn wyleci.
-O czym ty mówisz?- spytała przestraszona Aśka.
 Zanim jednak zdążyłam jej odpowiedzieć, królowa podniosła się i przemówiła.
-Za chwilę książę Jasper odczyta nazwiska osób, które niestety będą musiały pożegnać się z tym miejscem. Wszystkie miałyście szansę zrobić dobre pierwsze wrażenie i pokazać, że jesteście warte przebywania tutaj. Życzę wam szczęścia niezależnie od tego, co za chwilę usłyszymy.
 Na sali zapadła natychmiastowa cisza jak makiem zasiał. Moje wyćwiczone ucho wyłapało jedynie dźwięk poruszających się skrzydeł małej muszki siedzącej pod oknem i nerwowe strzykanie kostek palców. Jasper także wyczuł tę nienaturalną atmosferę. Mimo wszystko wstał i zachowywać się dość swobodnie, choć oficjalnie, zaczął mówić.
-Pierwsza eliminacja odbędzie się w dość nietypowy sposób, bo zamierzam razem z braćmi rozdać kolorowe serca tym, które zostają- kilka dziewczyna zaczęło znów normalnie i systematycznie oddychać, a ja prawie zaczęłam chichotać.
 Pozostali książęta także podnieśli się z miejsc.
-Proszę wszystkie panie o powstanie i ustawienie się pod ścianą z obrazami przodem do dzieł sztuki- przemówił Henry.
 Wszystkie natychmiast wstałyśmy i podeszłyśmy do ściany za nami.
-Uprzejmie wnosi się o nie zerkanie na boki. Prawdziwe księżniczki nie podglądają- dodał Denis i parę dziewczyn zachichotało.
 Aśka stanęła koło mnie i złapała za jedną rękę, drugą schowała za plecy. Zrobiłam tak samo.
 Z nudów zaczęłam przyglądać się przepięknym portretom wiszącym przede mną. Na kilku z nich widziałam Jaspera, na paru innych Królową, doszukałam się też bliźniaków i króla, oraz paru innych osób, ale nigdzie nie mogłam znaleźć Henrego.
 Gdy sprawdzałam portrety pod samym sufitem Aśka mocniej ścisnęła mnie za rękę, a zaraz potem serce z papieru wślizgnęło mi się w drugą dłoń. Byłam bezpieczna.
-Zwrot proszę- odezwał się Jasper. Błyskawicznie odwróciłam się do tyłu. Zerknęłam w bok. Trzy dziewczyny szlochały. Zostało nas siedemnaście.
 Pokaz zakończył się i wszystkie zostałyśmy odesłane do pokoi. Szłam korytarzem, gdy ktoś złapał mnie za ramię. Odruchowo chwyciłam dłoń natarczywej osoby i mocno ją ścisnęłam.
-Au!- pisnął ktoś. Odwróciłam się i ujrzałam Chorwatkę Dragonę.
-Przepraszam- powiedziałam szybko wzbogacając wypowiedź uśmiechem.
-Nie szkodzie, mogłam uważać, plotki nie były przestrogą...
-Jakie plotki?- spytałam.
-Nieważne, ja... chciałam cię prosić o pomoc- dziewczyna szybko zmieniła temat. No cóż, znajdę inne źródło.
-Tak?-pozwoliłam jej mówić.
-On chce mnie zaprosić na randkę.
-Henry?- spytałam ostrożnie, pokiwała energicznie głową.- Więc w czym problem?
 Zaczęła miętosić papierowe serce.
-Psy- wyszeptała.- Boję się... psów. A on chce mi pokazać te... myśliwskie, z którymi poluje...
-O.- powiedziałam. Ciekawy sposób na spędzanie randek, ale dobra, nie oceniam. Jak na mój gust ten problem był po prostu błahy. Ale jej widocznie bardzo zależało. Nie wiem, czemu przyszła akurat do mnie, ale nie zamierzałam zaprzepaścić szansy na dobre pierwsze wrażenie, o ile jakaś jeszcze mi została po dość mocnym uściśnięciu jej ręki. Ha. Prawie zaśmiałam się z własnych myśli.- Więc, może mu powiedz. Tylko z całą barwną historią, nie?
 Sprawdziłam, czy rozumie aspekt. Rozumiała.
-Jak się uda, to jeszcze was to zbliży- stwierdziłam już bardziej do siebie, bo ruszyłam w stronę swojego pokoju zanim zdążyła podziękować. Dziękuje się tylko za dobrze wykonaną robotę.
 Zamknęłam za sobą drzwi od pokoju i usiadłam na łóżku. Spojrzałam na ciemnoczerwone cerce ze złotą obwódką. Pasowało do mojej sukienki. Otworzyłam je, a ze środka wypadła mała biała karteczka. Napis na niej głosił: Wyjdź na balkon o północy. Szybko zwinęłam ją i wyrzuciłam do kosza. Wewnątrz serca dostrzegłam jeszcze jedno zdanie.
Czasem nie popełnienie żadnego błędu jest największym błędem, więc nie bój się powiedzieć tak.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Suknia Alicji

 Tego dnia wciąż w kółko rozważałam słowa księcia Jaspera. Trudno było mi uwierzyć, że nie ma w tym ani krzty kłamstwa, ale jako takie argumenty dawały radę i broniły jego prawd. Mimo wszystko postanowiłam to sprawdzić. Do wieczora siedziałam w pokoju, a gdy do pokoju zawitała pokojówka, powitałam ją milczeniem. Dopiero, gdy rozpoznałam w niej moją dawną dwórkę zagadałam o dzieje pałacu w ciągu ostatnich lat. Dziewczyna jednak nie odpowiedziała. Jedynie otworzyła usta bezradnie.
-Dziwka- syknęłam, bo od razu zrozumiałam przekaz.- Nie chciałam, żeby tak wyszło- dodałam, bo wiedziałam, że wycięli jej język w następstwie moich czynów. pewnie doszukali się jakiegoś związku. 
 Dziewczyna uśmiechnęła się słabo. Była drobną, chudą, ale wysoką blondynką o naprawdę długich włosach, które chowała pod kolorowymi chustkami od dnia, gdy zafarbowałam je na różowo. Nie od wczoraj było wszystkim wiadome, że dziewczyna nienawidziła tego koloru. Mimo wszystko obie z uśmiechem wspominałyśmy tamten wybryk. Moje włosy też częściowo zmieniły wtedy kolor. Końcówki zrobiły się bordowe, bo czerwony nie wyszedł.
 Omiotłam wzrokiem pomieszczenie i zatrzymałam wzrok na szafie, prze której stała już dwórka. Zdaje się, że miała na imię Ala.
-Myślisz, że coś tam znajdziemy?- spytałam ją bez większych nadziei. Nie sądziłam, by królowa zaszczyciła mnie lepszymi sukniami, niż którąkolwiek z innych kandydatek. A może tylko ja tak to sobie przedstawiałam? Że nienawidziła mnie od zawsze, a od dnia, w którym mnie wylosowali chciała się mnie pozbyć? Może tak, a może nie...
 Ala wyjęła z szafy sukienkę mieniącą się złotem i czerwieniem, barwami, które kiedyś zdobiły mój herb.
 Suknia była opięta i równiutko dopasowana do ciała. Miała wysadzaną złotymi kryształkami część imitującą biustonosz i złoty pasek, jak i obwódkę dekoltu, choć cała była krwisto czerwona. Gdy ją założyłam od razu poczułam się jak dawna ja. Czyli zupełnie nie jak ja. Zupełnie nagle przypomniałam sobie wszystkie maniery i lekcje, które kiedyś już zdążyłam wkuć do głowy.
 Ala podała mi jeszcze czerwoną pelerynę z półprzezroczystego materiału, z wyszytym  z tyłu godłem, złote tło, białe serce, srebrna strzała, sporo krwi, i paroma złotymi akcentami.
Przepraszam za brak kolorów

 Serce prawie podeszło mi do gardła na myśl o wrażeniu jakie zrobię na kolacji i tym, co zrobi mi za to królowa, ale nie mogłam się powstrzymać. Po prostu nie potrafiłam. Taka moja wada.
 Nadeszła pora na odrobinę makijażu. Smoky eyes, czyli cienie przechodzące gładko od najciemniejszego do najjaśniejszego, czarna, zakręcona kreska i ciemnoczerwone usta. Ala dodała jeszcze trochę różu na moje policzki i uśmiechnęła się promiennie zadowolona z siebie. 
 Gdy wstałam z krzesła ustawionego przed toaletką rozległo się pukanie do drzwi. Ala natychmiast pobiegła otworzyć. W drzwiach stanął książę Jasper.
 Skłoniłam się z gracją, a on odpowiedział tym samym. Potem podsunął mi ramię i wyszliśmy z pokoju. Ala zamknęła za nami drzwi. Wtedy oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Prawie uwierzyłem, ze jesteś delikatną i bezbronną księżniczką- powiedział.- Pięknie wyglądasz- dodał zaraz potem. Sama nie wiem, dlaczego zarumieniłam się lekko.
-Czy inne kandydatki nie będą zazdrosne o to, że poświęcasz mi tyle czasu?- szybko zmieniłam temat.
-Od kiedy interesuje cię zdanie innych, panno Blaise?
 Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Od nigdy w zasadzie- sprostowałam.
-To dobrze, bo najprawdopodobniej wszystkie popękają z zazdrości. I to nie tylko na widok nas razem, ale w głównej mierze ze względu na twoją cudowną sukienkę. Wiesz, że Alicja sama ją uszyła?
 Zerknęłam na niego zaskoczona. Nie podejrzewałam jej o aż takie poświęcenie. To musiało ją kosztować wiele wolnego czasu.
-Pewnie dużo jej to zajęło- skwitowałam tylko.
-O tak, pracowała od kiedy zdradziłem jej, że zamierzam sfingować losowanie- posłał mi szarmancki uśmiech. Tego się akurat spodziewałam. W tym nie mogło być przypadku.
-A kim interesuje się Denis?-spytałam z zupełnie innej beczki.
-Och, chyba kręci się koło Luci Espadro. Poznali się podczas jednego z naszych wypadów i obiecałem mu, że ją tu ściągnę. 
-Szlachetnie.
Roześmiał się.
-To słowo dość śmiesznie brzmi w twoich ustach. 
Stanęliśmy przed drzwiami do jadalni. Chwilę później dołączył do nas Henry z Dragoną, Denis, ze wspomnianą wcześniej Lucią, Melisa w towarzystwie jakiegoś dostojnika i Królowa Monika z Królem u boku. Ustawiliśmy się w szyku. Odebrałam mroźne spojrzenie, gdy władczyni mijała mnie, by zająć swoje pierwsze miejsce. Uśmiechnęłam się ciepło, wyćwiczenie i drzwi zostały otwarte przez dwóch strażników. Wkroczyliśmy.

niedziela, 28 lutego 2016

Aureola

Wspięliśmy się na trzecie piętro i ruszyliśmy długim korytarzem. Patrzyłam jak każda dziewczyna po kolei znika w swoim pokoju, a Jasper nadal prowadził mnie ku końcowi korytarza. 
-Pomyślałem, że ci się spodoba- odezwał się, gdy stanęliśmy przed ostatnimi drzwiami. Te drzwi. Skądś je pamiętałam.- Niewiele się chyba zmieniło przez te trzy lata?- zapytał, a potem nacisnął klamkę.
No tak, głupia ja. Przecież, to właśnie ten pokój zamieszkiwałam zanim zostałam zdegradowana do najniższej strefy.
Faktycznie mało rzeczy uległo zmianie. Ta sama, świeżo uprana zielona pościel na mahoniowym łóżku z baldachimem, aksamitne seledynowe zasłony za oknie balkonowym, autorskie malunki na ścianie... Wspomnienia z dzieciństwa, juz wiem, gdzie się one wszystkie podziały.
-Wygląda...cudownie- stwierdziłam szczerze.- Jest dokładnie tak jak wtedy.
-Matce się to nie spodobało- wtrącił Jasper.- Ale kto by jej tam słuchał- zaśmiał się krótko. Ten śmiech przyniósł mi na myśl, kogoś, kogo już znałam.
Książę odwrócił się do drzwi, a wtedy stanęła w nich księżniczka.
-Jesteś wreszcie- uśmiechnął się.
-Sorki, zatrzymała mnie na pogadance- mruknęła Melisa.- Cześć Blaise.
Zdziwiłam się trochę jej bezpośredniością.
-Zaczynamy?- spytałam księżniczka. Spojrzałam na księcia z prośbą o wyjaśnienie w oczach. On nie zwrócił na mnie uwagi.- Czekamy na Denisa?- dziewczyna zmarkotniała.
Energicznie przeszła przez pokój poprawiając sukienkę, jakby chciała jak najszybciej z niej wyskoczyć, i usiadła na łóżku. Poklepała miejsce obok siebie i skinęła na mnie głową. Jasper wciąż pilnował drzwi.
-Nie pamiętam, żeby ona była taka wstydliwa, albo nieśmiała- odezwała się do brata.
-Wiesz, niecodziennie spotykam księżniczki- odparowałam jej.- W strefie Omega nie ma ich zbyt wiele.
Zaobserwowałam półuśmiech na twarzy Jaspera, gdy wypowiedziałam te słowa, ale Melisa nie przejęła się tym.
-Ależ złotko, ty sama jesteś tam księżniczką- zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć do pokoju wpadł Denis.
-Uff! Pozbyć się takiej to nie lada sztuka- wyszczerzył się.
-Nikt nie kazał ci wybierać Americi- odparła mu Melisa.- Trzeba było wziąć którąś z naszych- dodała. Wszystkie pytania, które zaczęły mi się cisnąć do głowy odsunęłam na bok. 
-Ja już przestałam cokolwiek rozumieć- oznajmiłam krótko. Denis roześmiał się. Zmierzyłam go wzrokiem.- A co w tym niby śmiesznego, co?
-Cisza- oznajmił ostro Jasper. Zamknął drzwi na klucz i usiadł na krześle od biurka. Wszyscy natychmiast zamilkliśmy.- Informacje, z którymi chcemy cię zapoznać Blaise, nie mogą wyjść poza nasze grono- oznajmił dobitnie patrząc mi w oczy. Spokojnie wytrzymałam jego spojrzenie wzruszając ramionami.- To, ze ojciec mi powiedział, nie jest zbyt dokładną odpowiedzią. Większość informacji o tobie zebrałem samodzielnie. Na ich podstawie mam śmiałość twierdzić, ze twoje poglądy pokrywają się z naszymi i będziesz nie tylko mogła, ale i chciała udzielić pomocy naszej sprawie.
Przerwał na chwilę, by zbadać moją reakcję. Kamienny wyraz twarzy nie zmienił się, ani u mnie, ani u niego.
-Chodzi głównie o walkę w imię sprawiedliwości i zniesienie tych cholernych stref- dodał.
-Uuu... Nie wypada księciu używać takich słów- skrytykowałam. Melisa uśmeichnęła się.
-Mówiłam mu, że tak zareagujesz. Ale nie o to teraz chodzi. 
-Potrzebujemy twoich niecodziennych umiejętności, księżniczko- dodał Denis.
-Słuchajcie- odparłam.- Nie mam pojęcia skąd wiecie, że mogłabym być teraz księżniczką, ale nie oczekujcie, że ot tak wam zaufam. Jeśli ktokolwiek z was naprawdę dobrze mnie poznał, to wie, zę nie należę do osób, które ot tak przyjmują wszystko za prawdę.
-Wiemy to doskonale, Blaise. Wiemy więcej, niż myślisz, Aureolko- odpowiedział mi Jasper. Prawie zachłysnęłam się powietrzem.
-Wiem skąd znam twój śmiech- powiedziałam cicho.
-Sprawa Warszawa- orzekliśmy w tym samym czasie.
-Miło się wtedy z tobą pracowało, Blaise- dodał on.
Melisa i Denis wstali. Jasper również podniósł się.
-Gdy się zdecydujesz, pogadaj z Igą- poradził, a potem wszyscy wyszli.

sobota, 27 lutego 2016

Sala jadalna#2

Gdy otworzyły się drzwi inne kandydatki zaczęły drżeć z podniecenia. Ja stałam sztywno i prosto z wyrazem twarzy, który mówił, jestem z siebie dumna, nie psuj tego.
Pierwsza wkroczyła para królewska. Błękitne kłęby trenu ciągnęły się po podłodze za dumnie kroczącą po kafelkach królową. Przystojny król podążał pół kroku za nią. Potem do sali weszli książęta i ich siostra. Jakaś dziewczyna zemdlała i służący po cichu wyprowadzili ja z sali. Strażnicy zamknęli drzwi i stanęli przed nimi na baczność. Rodzina królewska usiadła i my zaraz potem też zajęłyśmy miejsca. Wniesiono potrawy i starałam się nie zwracać uwagi na wszechobecne westchnięcia zachwytu.  Nie mogłam jednak znieść myśli, ze królowa właśnie teraz, podczas posiłku, lustruje wzrokiem wszystkie kandydatki. Szansa, że mnie nie rozpozna jest jak 1: 1000000. Czyli praktycznie zerowa. Zajęłam się wiec jedzeniem. Miałam nadzieję, ze nawet jeżeli mnie rozpozna, to nie zrobi nic w trakcie trwania uczty. 
Przełknęłam ostatni kęs kurczaka w ziołach i podniosłam wzrok ocierając usta serwetką. Napotkałam badawczy wzrok władczyni. Zachowaj spokój, Blaise, tylko to może cie uratować. A że zawsze robię to, co muszę, wiec po prostu także na nią zerknęłam, a potem wróciłam do bezczynnego siedzenia i czekania na to, co dalej.

-Dziękuję za uwagę- zaczęła królowa, gdy wszystkie oczy zwróciły się na nią.- Mam nadzieje, ze każda z was najadła się i oczywiście, że wam smakowało. Teraz proszę, aby każda z was powiedziała coś o sobie. Zacznijmy... od prawej strony.
Zanim odezwała się siedząca po mojej lewej Dragona, muszę wam wyjaśnić pewną rzecz. Rodzina królewska siedziała po jednej stronie stołu, a my po drugiej. Żadna z nas nie siedziała wiec w bliskim sąsiedztwie kogokolwiek ważnego.
- Nazywam się Dragona Dracjano. Mam 16 lat i pochodzę z rejonu dawnej Chorwacji. Moją pasją jest moda i fotografia- dziewczyna przełknęła ślinę i przez chwilę myślałam, ze jeszcze coś doda, ale ona z powrotem zajęła swoje miejsce.
Nadeszła moja chwila. Podejrzewam, że królowa zrobiła to specjalnie. Nie mogła zacząć bezpośrednio ode mnie, ale zaczęła od mojej strony. No cóż, przeciwieństwom naprzeciw. 
Wstałam i ogarnęłam wzrokiem wszystkich ważnych. Król lekko się skrzywił, pewnie wcześniej nie zwrócił na mnie uwagi. Szepnął coś na ucho najstarszemu synowi. Te tylko uśmiechnął się pod nosem.
-Mam na imię Blaise Kochanowsky i na wstępie chciałam zaznaczyć, że bardzo mi miło znów gościć w tym przepięknym miejscu. Naprawdę nie wiele się zmieniło, a jeśli już, to na lepsze. A co do mnie, to mam siedemnaście lat i pochodzę z Polski. Moją pasją jest korzystanie z życia. Lubię rysować, pisać i fotografować. Mam nadzieję zostać tu dłużej.
Usiadłam w towarzystwie szeptów z obydwu stron stołu. Nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. 
Królowa nie spuszczała ze mnie swojego lekko już zdenerwowanego spojrzenia. Odprężyłam się na krześle i odcięłam od komicznych wypowiedzi innych kandydatek. Czekałam na koniec z jedynym, co mi pozostało, ze spokojem.

-Dziękuje wszystkim za wypowiedź- oznajmiła królowa, gdy wszystkie z nas skończyły już się przedstawiać. Ja natomiast zastanowiłam się, kiedy ona przestaje udawać taką miłą i przyjacielską?- Teraz każdy z książąt wybierze jedną z was i odprowadzi ja do pokoju. Reszta zostanie odprowadzona, przez guwernantki.
Królowa zajęła miejsce i wygładziła suknię. Prawie prychnęłam. Prawie. Wstał najstarszy z jej synów. Książę Jasper spojrzał na mnie, a potem przesunął wzrokiem po kilku innych dziewczynach. Każda z nich już wstrzymywała oddech. Dwaj młodsi książęta też podnieśli się z miejsc. 
-Panna America Smith- odezwał się szesnastoletni Denis, brat bliźniak księżniczki Melisy. 
Kilka dziewczyna naburmuszyło się. Sama zainteresowana uśmiechnęła się promiennie. 
-Panna Dragona Dracjano- oznajmił uroczyście Henry. Chorwatka promieniała z radości. 
Siedząca po mojej drugiej stronie Aśka zacisnęła kciuki. Może ja wybierze. Chyba chciałabym, żeby ja wybrał, to moja przyjaciółka. A ja raczej wolałabym zostać odprowadzona przez guwernantkę. Byłoby bezpieczniej. 
-Panna Blaise Kochanowsky- oznajmił jak na złość Jasper. Nie zapomniałam mimo wszystko uśmiechnąć się. 
Aśka dostrzegła zdenerwowanie na mojej twarzy. Nie skomentowała tego. Właśnie dlatego się z nią przyjaźniłam. Ona nigdy nie zadawała mi zbyt wielu pytań. I dobrze wiedziała, co wtedy czułam. Znała mnie na wylot od początku do końca, a ja ją. 
Wszystkie wybrane wstały. Ja też. Spotkałyśmy się z książętami przed drzwiami. Jasper podał mi ramię. Ujęłam je jedynie przez grzeczność. Otworzyły się drzwi i po kolei wyszliśmy. Gdy tylko się zamknęły zabrałam rękę. Jasper jednak nie odsunął się ode mnie.
-Ojciec mi powiedział- szepnął cicho.
-Jak szybko wylecę?- spytałam przekornie.
Zatrzymał się nagle.
-Nie wylecisz- odparł poważnie.- Nie przeze mnie.
Zlustrowałam go wzrokiem.
-Co dokładnie powiedział ci król?- spytałam cicho podchodząc do niego.
-Że zostałaś stąd wypędzona, z pałacu... za jakąś tam zbrodnie przeciw rodzinie, którejś tam z ważnych- chyba nie wiedział jakiej wagi była ta zbrodnia.
-Dobrze- odparłam z uśmiechem.- To... nie było nic strasznego- dodałam patrząc mu w oczy, dla większego efektu. Uwierzył.- Kilka niewinnych prawd.
Zaśmiał się. Chyba nie wiedziałam wszystkiego o tym człowieku. Albo to on coś bardzo dobrze ukrywał, albo to ja coś przeoczyłam.
Znów podał mi rękę i ruszyliśmy za jego braćmi.

piątek, 15 stycznia 2016

Sala Jadalna #1

-Dlaczego nie miałabyś tego zrobić?- spytała Aśka, gdy limuzyną jechałyśmy w stronę jedynego na rejonie Popolskim lotniska. Wiedziałam to z dwóch powodów. Po pierwsze: Rejon Stliczny znajdował się na terenach dawnej Francji, a tak długa droga kusiła przestępców i wrogów polityki i króla. Drugi powód był oczywisty. Zostałyśmy z Aśką, Esmeraldą i Maggie dobrze poinformowane na temat tego, co się w najbliższym czasie wydarzy i jak powinnyśmy się zachowywać. W podróży towarzyszyła nam cały czas uśmiechnięta kobieta z siwymi włosami i wieloma zmarszczkami na twarzy. Raczyła nas wieloma opowieściami, ale teraz umilkła i pozwoliła nam swobodnie porozmawiać.
-Nie wiem- odparłam.- Chyba nie potrafiłabym pozbyć się tego dziwnego wrażenia, że to wszystko jest z czyjejś woli. Że to nie moja decyzja.
-Nawet, gdybyś go kochała?- spytała Esmeralda. Była smukłą, wysoką blondynką o dużych niebieskich oczach i pełnych ustach, z których prawie w ogóle nie schodził uśmiech. Przedziałek na boku sprawiał, ze włosy opadały jej falami na twarz. Były ładnie wycieniowane, z przodu krótsze, do ramion, a z tyłu sięgały krzyża. 
-No...- zastanowiłam się chwilę.- To chyba by wszystko zmieniało, choć świadomość jakiegoś przymusu pozostałaby na zawsze- stwierdziłam po chwili.
 Maggie uśmiechnęła się. Miała na zębach kolorowy aparat. Termin jego zdjęcia przypadał na następne dni, ciekawe, co zrobią z nim w pałacu. Ciekawe też, czy i tamtejsi styliści pomyślą, ze włosy dziewczyny powinny wrócić do dawnego koloru. Teraz jasny, wręcz biały blond widać było tylko tuż przy głowie. Reszta jej pięknych prostych włosów była koloru niebieskiego.
-Ja chciałabym wygrać. Myśl, że mogłabym zacząć tak wiele znaczyć i zapewnić rodzinie lepsze życie. To...
 Aśka spuściła głowę i zagryzła wargi. Nie chciałam, żeby kończyła. To nie skończyłoby się dobrze. A ja musiałam przecież zachować zimną krew. Najdłużej jak się będzie dało. Na zamku w końcu zorientują się, że robię, to co robię i będzie po mnie.
 Tymczasem dotarliśmy na lotnisko. Lot był przyjemny, znane mi już wcześniej uczucie tym razem nie zachwycało mnie tak bardzo, jak wcześniej. Cieszyłam się, gdy w końcu wylądowaliśmy w Stolicznym. Gdy wyszłyśmy z samoloty zorientowałam się, ze reszta uczestniczek też już jest. Guwernantka wydała kilka ostatnich poleceń, udzieliła rad i ruszyłyśmy na spotkanie z rodziną królewską. Inne kandydatki musiały powściągnąć radość i ekscytację, ja próbowałam zapanować nad strachem i złością.
 Wmaszerowałyśmy równo do wielkiej sali, której piękna nie jestem w stanie wyrazić. Kryształowe żyrandole, ogromny stół, malowidła na suficie i ścianach, to wszystko, co już wcześniej widziałam, a i tak robiła na mnie ogromne wrażenie. Za każdym razem zapierało dech w piersi. A minęło już tyle czasu...
 Każda z nas starała się wyglądać dumnie i pięknie. Nawet ja. Choć w przeciwieństwie do innych nie uległam pokusie uśmiechnięcia się choćby na chwilę. Dlatego tak łątwo mnie dostrzegli. Bo byłam inna. A przynajmniej tak to sobie tłumaczyłam.

środa, 9 grudnia 2015

Omega wśród Alf, czy Alfa wśród Omeg?- Wylosowana do lepszego życia.

-Blaise!- krótki, naprawdę głośny okrzyk wyrwał mnie z rozmyślań i powróciłam prosto do kiepskiej rzeczywistości.
 Siedziałam przy krzywym stole, w podartym ubraniu i jadłam suchą kromkę chleba. Mój obiad.
 To nie moja wina, że urodziłam się jako Omega. Nie moja wina, że moi rodzice zostali zmuszeni do koczowania w tej strefie. Nie moja wina, że prawo zakazuje zmiany strefy.  To nie moja wina, ale to ja nie mam szans na godne życie. Żadnych, prócz jednej. Ale tę uważam za kompletną bzdurę i zniżenie się do poziomu mniejszego niż kompletne zero.
 Aranżowane małżeństwo. Z nie byle kim. Z przyszłym królem. Jedyna tak naprawdę szansa. Ale ja jej nie chcę. Nie można pokochać kogoś, bo tak trzeba. A ja wierzę w miłość. Wierzę, ze tylko ona jeszcze trzyma nas tu przy życiu.
 Są cztery strefy. Alfa, Beta, Delta i Omega. I to właśnie my mamy najgorzej. Żyjemy na marginesie, ale nadal mamy szansę. I zgodziłam się chyba tylko dlatego, że nawet jeżeli mi się nie uda, nawet jeżeli odpadnę w pierwszym dniu, cała moja rodzina awansuje na Bety. To dla nich szansa, a przecież ja chcę dla nich jak najlepiej. 
 Jednak to nadal mało pewne. W naszym państwie jest około pół miliona dziewczyn w odpowiednim wieku. Tysiące z nich są piękniejsze ode mnie. Mam tak nikłe szanse, by w ogóle mnie wybrali. Ale zrobiłam to dla nich i dla nich mam nadzieję, że pojadę tam chociaż na jeden dzień. Nie po to, by poderwać księcia, nie po to, by zrobić coś szczególnego, nie po to, by wyjść za mąż, lecz po to, by rodzina miała lepiej.
-Blaise! Patrz!- krzyknęła raz jeszcze mama. Strefa Omega, czy nie i tak mieliśmy telewizor. To przez ten wielki ekran dowiadywaliśmy się, co dzieje się w pałacu, co w kraju. To taki komunikator, który ma każdy. O to dbają, by każdy znał ich zdanie. 
 Przeniosłam wzrok na TV. Prowadzący program Królestwo dla Każdego, Jack Tips, zaczął od przywitania. Głośno wypuściłam powietrze. Chyba wszyscy znali moje zdanie o nim, o jego programie i o królu. I w ogóle o całej tej farsie. Byłam znacznie bystrzejsza od reszty potulnego społeczeństwa. Wiedziałam dobrze, że oprócz siedzenia na tyłkach i grzania sobie miejsca przy korycie żaden z ministrów nie zrobi nic dla nas, odsuniętych nawet od głosowania. A król? Żenada. Zajmował się wszystkimi wokół siebie, na pokaz ułaskawiał morderców, a zwykłych biedaków proszących jedynie o trochę pieniędzy odsuwał z niczym. Dno.
 W końcu się zaczęło. Teraz Jack dostanie od każdego z książąt po pięć kopert. Kolejne pięć naprawdę będą losować. Na przód wystąpił Denis, młodszy z braci. Podał Jackowi pierwszą kopertę.
-Panna Maggie Kowalsky, lat 16, strefa Beta, rejon Popolski!- wykrzyknął uroczyście. Rozległy się brawa ze strony publiczności. Następna koperta.- Panna Evelyn Schmidt, lat 18, strefa Beta, rejon Poniemiecki! Panna Diana Szerbacky, lat 17, strefa Delta, rejon Posłowacki! Samantha Dolores Collins, lat 18, strefa Alfa, rejon Stoliczny!- no pięknie, pochodząca ze stolicy księżniczka. Nie muszę mówić, że nie lubiłam takich.- Oraz ostatnia kandydatka księcia Denisa! Sussie Martinez, lat 16, strefa Omega- starał się, by to słowo nie zabrzmiało dziwnie, by nie było czuć zdziwienia- rejon Pohiszpański!
 No tak, pierwsza tura za nami. I ani śladu mnie. Żeby was uświadomić może wam po prostu powiem coś o sobie, hm? Więc tak, nazywam się Blaise Aurelia Kochanowsky.
 Książę Henry zamienił się miejscem ze swoim młodszym bratem. 
 Mam 17 lat.
 Przyszły król odprowadził wzrokiem drugiego ze swoich młodszych braciszków aż pod samą kamerę.
 Tak jak i przyszły król mam dwoje braci i siostrę.
-Anabelle Luise Gansoline, lat 18, strefa Alfa, rejon Pobrytyjski.
 Nasze państwo ciągnie się prawie przez całą starą Europę, a ja pochodzę z rejonu Popolskiego. Mimo wszystko nasz kraj jest zamieszkany przez stosunkowo niewielu ludzi.
-Bianca Le'Krone, lat 19, strefa Beta, rejon Stoliczny.
 Pracuję od trzech lat, jako mistrzyni swojego fachu. Nie wszyscy uznają to za zawód, a już na pewno nikt ci nie powie, że to, co robię jest legalne.
-Ana Michelle Mayer, lat 17, strefa Omega, rejon Poniemiecki.
 Znalazłam się w strefie Omega z pewnego powodu. Ten powód ciąży na mnie jak piętno. I właśnie dlatego, nie sądzę, bym się dostała.
-Natalie Dashkov, lat 18, strefa Omega, rejon Stoliczny.
 Tak, on się nie pomylił. Nawet w przeklętej stolicy jest cała masa Omeg. Żyją pod nosem króla, a on tylko kręci, że coś mu śmierdzi. Śmieć.
-Ccenia(czyt. Kcenia) Adrowsky, lat 16, strefa Beta, rejon Porosyjski.
 Teraz przyszły król, książę Jasper, wstał ze swojego krzesła z plikiem pięciu kopert w ręku. Gdy podchodził do prezentera, mijał się z bratem, zastanowiłam się, czy gdzieś tam jest moje nazwisko.
 Uśmiechnął się szeroko i promiennie do kamery. Jack poprosił go o kilka słów, ale ja nawet nie wysiliłam się, żeby posłuchać. Miałam dość tego paplania.
-Święte słowa, książę, miłość powinna być najważniejsza- te słowa wytrąciły mnie z rozmyślań. Nagle pożałowałam, ze nie słuchałam wypowiedzi tego palanta. A nuż powiedział coś ciekawego? Ale nie było jak cofnąć się do straconego czasu. Jack zaczął otwierać koperty.- Esmeralda Sztos, lat 19, strefa Omega, rejon Popolski.
 Znałam tę dziewczynę. Zawsze o tym marzyła. Była dobrze wychowana, mądra. Ktoś z boku mógłby pomyśleć, zę przez przypadek trafiła nie do tej strefy co trzeba. Urodzona Alfa. Cóż, złożę jej gratulacje.
-Fatia Antonella Gonzales, lat 18, strefa Beta, rejon Powłoski.
 Z drugiej strony, to będą ciekawe eliminacje. Które trzy z tych  pięknych dziewcząt doświadczą królewskiego życia? Dziwicie się, że trzy? Jest trzech książąt, będą trzy zwyciężczynie.
-Hellen Kirova, lat 17, strefa Beta, rejon Porosyjski.
 Wśród tych trzech na 99% nie będzie Omegi. Takie rzeczy się nie zdarzają i to nie przez przypadek.
-Iga Kreiss, lat 18, strefa Delta, rejon Poniemiecki.
 Spojrzałam na jej zdjęcie, które wyświetliło się na ekranie zaraz po słowach prezentera. Była przepiękna. Duże niebieskie oczy, czarne włosy opadające falami na smukłe ramiona, cudowna figura. Jedyne co trochę przerywało jej wizerunek księżniczki, to blizna na prawym policzku. Mnie ona nie przeszkadzała. Była dowodem walki o lepsze życie. Ale dlaczego on ją wybrał? Najgorsze co przychodziło mi na myśl to, że pojedzie tam tylko po to, by móc od razu odpaść.
-Lucia Violetta Espadro, lat 16, strefa Omega, rejon Pohiszpański.
 Zauważyliście pewnie, że w każdym zestawie znalazła się co najmniej jedna Omega? Niby nie mają szans, ale pojawić się muszą. To taki trik. Żeby lud myślał, że król myśli o każdym, nie tylko o swoich, i każdemu daje szansę.
-I ostatnia kandydatka księcia Jaspera, panna America Smith, lat 19, strefa Alfa, rejon Pobrytyjski!
 Przez chwilę zastanawiałam się, co członkini rodu książęcego robiła aż na ruinach Brytanii, ale doszłam do wniosku, że do niczego nie dojdę bez żadnych informacji. Skupiłam się więc na ostatniej desce ratunku dla mojej rodziny, na losowaniu. Ostatnie pięć z dwudziestu kandydatek jest losowanych ze wszystkich zgłoszeń. Kogokolwiek wylosują, muszą go przyjąć. Więc teraz już moja przeszłość nie grała takiej roli. Musimy wszyscy zdać się na los.
 Choć w głębi duszy tego nie chciałam, to wiedziałam, że będzie dla wszystkich nas lepiej, jeśli mnie wylosują. Niech więc to zrobią.
 Do kamery podeszła szesnastoletnia, najmłodsza z rodzeństwa, księżniczka Melisa Natasha. Służący wnieśli kosze z resztą zgłoszeń i kamera skupiła się na nich. Księżniczka z uśmiechem na twarzy podeszłą do nich. Pięć koszy, po jednym zgłoszeniu z każdego. Dziewczyna zanurzyła rękę w kopertach. Wyciągnęła jedną z nich.
-Dragona Dracjano, lat 16, strefa Beta, rejon Pochorwacki.
 Przeczytała wyraźnie i odrzuciła kartkę w bok. Kamera tego nie ujęła, ale wiedziałam, że Jack złapał ją w locie.
-Seelena Grabowsky, lat 18, strefa Delta, rejon Posłowacki.
-Tamara Drake, lat 19, strefa Beta, rejon Pobrytyjski.
 Jeszcze tylko dwie osoby. Kątem oka zarejestrowałam dłonie rodziców zaciskające się w pięści. Zależało im na tym. Nieziemsko bardzo.
-Joanna Nimfadora Szewczyk, lat 16, strefa Omega, rejon Popolski.
 Odjęło mi mowę. Moja najlepsza i jedyna przyjaciółka, Joaśka, dostałą się do eliminacji! Moich uszu dobiegły krzyki. Krzyki radości. Dochodziły z sąsiedniego domu. Tak się ciszą ludzie, którzy dostali szansę. Moja matka zagryzła zęby. Z jej twarzy czytałam, że była trochę zazdrosna. O mój Panie! Nawet ja przez chwilę byłam ździebko ukłuta. Chciałabym być na jej miejscu. Zapewnić rodzinie spokój.
 Wtedy księżniczka przemówiła po raz ostatni:
-Blaise Aurelia Kochanowsky, lat 17, strefa Omega, rejon Popolski!
 Zaniemówiłam. Ja... ja mogę dać rodzinie nowe życie!
 Zanim zdążyłam cokolwiek wykrztusić mama porwała mnie w swoje przepracowane ramiona i przytuliła mocno. W jednej chwili całe emocje opadły ze mnie i przyjęłam swoją kamienną maskę. Taka już byłam. Nie dopuszczałam do siebie nikogo. I teraz też nie zamierzałam robić wyjątku.
~
-Zawalcz o lepszy kraj, kotku- wyszeptała mi do ucha mama, gdy po raz ostatni przez wyjazdem znalazłyśmy się sam na sam.- Zrób to lepiej, niż moja siostra...
 Tak powiedziała, a potem nie widziałam jej aż do przyjazdu limuzyny. Ojciec pożegnał się ze mną krótko, po żołniersku, bracia też nie wylewali uczuć. Tylko Ana, moja siostrzyczka, przywarła do mnie i zaczęła cicho szlochać.
-Niedługo wrócę, An- powiedziałam cicho. Pokręciła głową.
-Nie chcę, żebyś szybko wracała, chcę żebyś wygrała- spojrzała na mnie pełna powagi i uciekła do mamy. Słodka, mała dziewięciolatka. Bracia się nią zaopiekują. Już teraz robili to lepiej, niż ja. Ale ona zawsze wolała mnie, mimo że byłam często oschłą i zimną dziewczyną. Była naiwna i rozczulająca. Ale wiedziałam, że sobie poradzi. Uśmiechnęłam się słabo patrząc po raz ostatni na całą rodzinę. Ojciec stał sztywno, matka uśmiechała się przez łzy tuląc do siebie Anę, Michał i Karol stali trochę bardziej z boku. Byli wychowani podobnie jak ja, w czasie, gdy mamy nie było w domu, a nami zajmował się jedynie tata, dobrze ukrywali emocje. Mimo wszystko też uśmiechnęli się do mnie. Wyglądali jak dwie krople wody, choć dzieliło ich pięć lat. Będzie mi ich brakowało. Schowałam napływający smutek w najdalszy kat duszy.
 Uwaga stolico, zbliżam się.
 Wcześniej mnie wyrzucili, a teraz muszą przyjąć mnie z otwartymi ramionami. Nikt nie będzie tam zadowolony z goszczenia przestępczyni.
~
Podoba się? No mam nadzieję. Tak mi przyszło do głowy. Historia inspirowana Rywalkami. Polecam tę książkę i całą serię!